Flensburg – Świnoujście

Wijąca się wzdłuż Bałtyku, okraszona hanzeatyckimi perełkami, trasa rowerowa łącząca położoną przy duńskiej granicy miejscowość Flensburg z naszym Świnoujściem staje się kolejnym celem naszych rowerowych wojaży. Nie jest to jednoznacznie wyznaczony szlak bo i na różne sposoby można tą trasę przejechać. Posiłkując się internetowym przewodnikiem Germany Travel wyznaczamy trasę możliwie zbliżoną do oryginału. Charakterystyka trasy jest raczej płaska z niewielkimi przewyższeniami w Meklemburgii – Pomorzu. Czasami jest to jazda góra – dół, która przy pewnej fazie zmęczenia potrafi dać się we znaki, zwłaszcza wtedy, gdy zjeżdżając z góry nie mamy już sił na rozpędzanie a jedynie na ładowanie baterii, które i tak okazują się zbyt słabe na podjazdach. W ujęciu ogólnym trasę można uznać za prostą, łatwą i przyjemną, zwłaszcza wówczas, gdy wybierzemy odpowiedni kierunek podróżowania (z zachodu na wschód), minimalizując tym samym ryzyko jazdy z wiatrem prosto w twarz.

Przez kilka kolejnych dni odkrywamy niemieckie wybrzeże Bałtyku, od Duńskiej granicy po wyspę Uznam. Trasa poprowadzona jest wzdłuż piaszczystych plaż i tętniących życiem nadmorskich kurortów, czasami tak blisko linii brzegowej, że podziwianie wybrzeża nie wymaga schodzenia z roweru. Podziwiać jest co: plaże, klify, fiordy czy zatoki – flensburską, kilońską, lubecką czy wismarską. Wybrzeże jest piaszczyste ale bywa i skaliste, trasa w znacznej mierze wiedzie po drogach asfaltowych, rzadziej brukowych, piaszczystych i szutrowych. Krajobraz jest zmienny, duża część trasy przebiega brzegiem morza, tuż przy plaży, czasami jedziemy wzdłuż pól i łąk, niekiedy wjeżdżamy do lasu, którego cień bywa zbawienny.

Wzdłuż naszej trasy zlokalizowane są trzy wyspy, z uwagi na ograniczenia czasowe najmniejszą z nich pomijamy, na wyspy Fehrman i Rugia odwiedzamy ale są to wizyty dość krótkie.

Do Flensburga docieramy komunikacją zbiorową. Około 22:00 stajemy „u bram” dworca centralnego. Zaczyna się dość ponuro, jest ciemno i deszczowo. W pośpiechu otwieramy sakwy w poszukiwaniu czołówek. Po kilkuset metrach okazuje się że czołówka, skądinąd rowerowa Princeton za 200 zł nie sprawdza się aż tak dobrze jak Petzl za ponad 300 zł, to w sumie dość proste do przewidzenia, Princeton owszem świeci ale do nocnej jazdy musi mieć całkiem świeże baterie.

W okolicach Flensburga nie mamy przygotowanego zaplecza kempingowego i stosunkowo dużo czasu zajmuje nam znalezienie dogodnego miejsca na nocleg na dziko. Dzień kończymy w lesie, jakieś 10 km za Flensburgiem. Liście drzew chronią nas przed deszczem ale rano kapiący deszcz osłabia motywację i nie zachęca do wyjścia z namiotu tak długo aż okazuje się że to kapie tylko z drzew. Zwijamy się, jeszcze tylko namioty lekko przeschną i zacznie się pierwszy prawdziwy dzień wyprawy.

Nocleg Flensburg

Jedziemy ścieżkami rowerowymi wijącymi się wzdłuż wybrzeża, starając się być możliwie blisko morza. Poruszamy się wzdłuż zatoki flensburskiej, mijamy Glucksburg, a około godziny 12.00 jesteśmy na moście w Kappeln, następnie w Eckernforde i koło godziny 20:00, po przejechaniu 90km, kończymy dzień na kameralnym kempingu w Noer. Idealnie przystrzyżona i przygotowana do sezonu trawa, porządne sanitariaty i prysznice oraz kolacja na ciepło za niecałe 2 euro/osobę w znacznym stopniu poprawiają morale nadszarpnięte wczorajszym deszczem i noclegiem w środku lasu.

Kemping w Noer

Kolejny dzień, kolejne kilometry. Poranne rytuały – zwijanie obozowiska, śniadanie i przygotowanie się do wyjazdy zajmują nam około 2 godzin. Wyruszamy na tyle wcześnie, że o 11.30 jesteśmy już w centrum Kilonii. Tutaj mały odpoczynek w porcie połączony z drugim śniadaniem, kilka zdjęć, krótkich obchód po okolicy i za chwilę znów jesteśmy w trasie, tym razem jedziemy nad samym morzem, trasą poprowadzoną wzdłuż zatoki kilońskiej.

Trasa rowerowa za Kiel

Dzień kończymy w okolicach Malmsteg ma kempingu Ostseestrand, po przejechaniu 90-ciu kilometrów.

Kemping Ostseestrand

O godzinie 6:00 rano słońce jest już na tyle wysoko, że nie pozwala dłużej poleżeć w namiocie. Około godziny 13:00 jesteśmy w okolicach Heiligenhafen skąd kierujemy się na północny wschód na wyspę Fehrman. Zachęceni przez miejscowego, emerytowanego rowerzystę zostajemy na wyspie do rana. Przy jego pomocy szybko odnajdujemy pobliski kemping, rozbijamy namioty, zostawiamy sakwy i ruszamy w kierunku Bure, największego miasta na wyspie. Po powrocie mała biesiada na plaży dla poprawienia morale i w dobrych nastrojach kończymy dzień z 90-cioma kilometrami w nogach.

Fehmarn

Rano, przed 8:00 jesteśmy już na trasie, jeszcze tylko kilka zdjęć na moście i na dobre opuszczamy Fehmarn. Uroczą trasą, wiodącą przez nadmorskie miejscowości Neustadt, Sierksdorf, Scharbeutz dojeżdżamy do Travemunde, gdzie małym promem przeprawiamy się na Priwall. Ostatnie kilometry przed kempingiem były ciężkie, zmęczenie i naprzemienna jazda góra – dół dały się we znaki. Dzień kończymy z przebiegiem 122km, na nieprzyzwoicie drogim kemping w Boltenhagen, gdzie za noc płacimy dwukrotność tego, co na pozostałych kempingach. Jest to tym bardziej irytujące, że wskazane nam miejsce do rozbicia namiotów okazuje się pełnym kęp klepiskiem. Próżno tutaj szukać pięknej i dobrze przystrzyżonej trawy.

Kemping okolice Boltenhagen

Kolejny dzień stoi pod znakiem zwiedzania hanzeatyckiego miasta Wismar, gdzie meldujemy się już o godzinie 9:00. Jak każde miasto hanzeatyckie, tak i Wismar, pełen jest ciekawych architektonicznie perełek jak choćby słynna kamienica Alter Schwede (stary Szwed) czy imponujące rozmiarami kościoły św. Mikołaja, Mariacki i św. Ducha. Przy słynnej, stojącej na rynku studni, robimy sobie przerwę. Zwiedzanie centrum miasta zajmuje nam około 2 godzin.

studnia w Wismar

Po kolejnych 6 godzinach jesteśmy już w Warnemunde, gdzie małym promem przeprawiamy się do Gedser, podziwiając przy tym stojący akurat w porcie włoski wycieczkowiec Costa Favolosa. Trzynaście pokładów i długością sięgającą 300m robią wrażenie. Po przejechaniu 106km dzień kończymy na kolejnym klepisku niedaleko Muritz. To kolejny duży kemping i kolejne klepisko, duże kempingi nie są nastawione na klientów budżetowych z namiotami. Dochodzimy do słusznego wniosku, że im mniejszy kemping tym dla nas lepiej, a z tego kempingu zapamiętamy jeszcze chmary polujących komarów.

Kemping okolice Graal Muritz

Wczorajszy dzień rowerowy zakończyliśmy późno więc procedury meldunkowe były mocno uproszczone i wymagały porannej wizyty w recepcji. Rano zaskoczyła nas ogromna kolejka, która nieco opóźniła planowany przez nas poranny start. Przed godziną 9:00 jesteśmy w Graal Muritz, kilka zdjęć na molo i na poważnie ruszamy w drogę. Ładna trasa, miejscami gruntowa, poprowadzona wzdłuż morza i świeżo skoszonych pól prowadzi nas do Barth, a następnie do Stralsund, kolejnego hanzeatyckiego miasta na naszej trasie. Podobnie jak Wismar, Stralsund również przesiąknięte jest ciekawą architekturą z okresu Hanzy. Poruszając się wąskim uliczkami ścisłego centrum miasta zwiedzamy rynek główny, oglądamy urocze kamienice, kościoły. Do Stahlbrode, gdzie zaplanowaliśmy kemping zostało nam jeszcze 20km. Jesteśmy już dość mocno zmęczeni, do tego godzina jest późna więc na kemping dojeżdżamy na tyle późno, że musimy się nań niemal „włamywać”. Ten kemping jest mi dość dobrze znany więc zrobiliśmy to bez większych obaw. Podczas gdy wszyscy już spali my po ciuch i po ciemku rozbijaliśmy namioty.

Kemping Stahlbrode

Kolejny dzień miał być dniem odpoczynku po trudach dnia poprzedniego, kiedy to na licznikach pojawiło się 151km. Nie potrafię jednak spędzić całego dnia na kempingu więc po kilku minutach jestem już na pobliskiej Rugii. Wyspę już znam, z jednej z poprzednich wypraw, jadę więc tam, gdzie jeszcze mnie nie było. Przez Bergen (stolicę wyspy) jadę na wschód zobaczyć znane z wielu widokówek molo w Ostseebad Sellin.

Ostseebad Sellin

W planach była jeszcze miejscowość Prora ze słynnym nazistowskim hotelem ale tym razem się nie udało. Przez tzw. białe miasto Putbus, Garz i Zudar wracam do Glewitz skąd promem odpływam do Stahlbrode. Na kempingu jestem około 18.15 po przejechaniu łącznie 100km. Reszta dnia to zasłużony odpoczynek.

Kolejny dzień okazał się dniem próby mimo, że rano nic tego nie zapowiadało. Wyruszamy chwilę po 7.00, o 8:30 jesteśmy już w Greifswald. W okolicach 12:00 dojeżdżamy do Freest, skąd promem docieramy na Uznam, do miejscowości Peenemunde, ze słynącym głownie z rakiet V2 muzeum. Trasą rowerową poprowadzoną przez nadmorskie miejscowości Zinnowitz, Koserow, Uckeritz, Ahlbeck docieramy do Świnoujścia, uprzednio robiąc kilka zdjęć na Niemiecko – Polskiej granicy.

Uznam Granica Polska - Niemcy

Około 18:00 jesteśmy na promenadzie w Świnoujściu, po czym kierujemy się w stronę dworca PKP, skąd zamierzamy dostać się do Gdyni. Plan okazuje się naiwny bo pociąg, z przesiadkami, ze Świnoujścia do Gdyni jedzie około 12 godzin. Z Kołobrzegu do Gdyni to raptem 3 godziny w związku z tym, zasileni w energetyki z Żabki ruszamy do Kołobrzegu. Jedziemy całą noc, pokonując łącznie 220 km (Stahlbrode – Kołobrzeg). Zmęczenie daje znać o sobie, a każde zejście z roweru wywołuje senność, jak się jedzie to się jedzie ale zbyt długi odpoczynek mógłby zniweczyć cały plan. Kto usiądzie na zbyt długo ten nie wstanie. O 4:30 meldujemy się na dworcu w Kołobrzegu, na kilkadziesiąt minut przed odjazdem pociągu.

Dworzec PKP w Kołobrzegu

O godzinie 8:30, w środę 07.07, po 8 dniach jazdy kończymy wycieczkę na dworcu w Gdyni.

Comments are closed.